Sunday, June 21, 2009

Kontemplacja (archiwum sanctum.pl)


Ostatni artykuł z serii "archiwum sanctum.pl". Tym razem nie opisuję żadnych technik, taka tam kontemplacja.



KONTEMPLACJA

Całonocne picie vodki z 248, następnie dzień-w-pociągu i dom.

Dom jednorodzinny, zazwyczaj pełny studentów, dziś - zamieszkany tylko przeze mnie.

Więc trawa, las, marlboro light, zimna coca cola i lotos.

Zamykam powieki.

Drugie.

Z wczorajszych szkarłatnych fal nie pozostało nic.

Z dziwnych drgań światła w nocy również.

Teraz jest spokojnie... nie. Nie do końca.

Spokój, który obserwuję jest spokojem źdźbła trawy na łące, która za kilka minut zamieni się w pole bitwy.

Hm, lipa. Bez zależności podmiot - przedmiot, nie jestem w stanie zdefiniować, czym jest to "źdźbło" ani co będzie tym, co metaforycznie nazwałem bitwą.

Ani też, czy tak jest w istocie - po prostu konotacja, jedyna, która wydaje mi się rozsądna.

Podnoszę powieki. Maya, ningeni - to wszystko istnieje i porusza się podług jakiegoś dziwnego rytmu, melodii popełnionej przez szalonego kompozytora. Medytacja, która miała dawać spokój, przynosi zjebaną niepewność co do tego, co się dzieje, gdzieś w głębi.

Przeklinam swój mózg, za to, że nie jest w stanie percypować sygnałów w pełni.

Zakładam słuchawki. "Antimatter - God is coming".

Przechodzę w asanę smoka.

Znów to uczucie. Znów czuję się, jak w chwilach gdy używam techniki "Bankai"*. Mija.

Wstaję, idę do domu.

Siadam przed komputerem.

Będę tu sam do poniedziałku. Sam?

"Jest w Tobie tyle istnień. Podziwiam i kocham Cię za to" rzekł Tab.

Niebawem opuszczę ten kraj, to miejsce, razem z nim zapewne ten stan świadomości.

Siadam na środku pokoju w półlotosie, rysuję nad sobą Razielowski potrójny trójkąt ewokacji, utrzymuję go i wprowadzam się w trans.

...

kiedy jest w Tobie wiele istnień, masz trzy wyjścia: pozostawić jedno, zlikwidować/wycofać pozostałe, oszaleć lub doprowadzić do momentu, w którym utworzona zostanie płaszczyzna porozumienia pomiędzy nimi.

"Czuję się jak Jahar" rzekł Ophiel.

brak morału. (?)

---

No comments: