Wednesday, January 20, 2010

kolejna minuta myśli mrocznych

Burza.

Błyskawice zwane sesją rozświetlają ciemny nieboskłon doskonale synchronizując się z grzmotami, zwanymi "kolejny dzień z idiotami".

słyszę
"co się stało?"
"nie poznaję cię dzisiaj"
"mógłbyś przestać"

czy to znowu te szepty? nie... 

zastanawiam się.

albowiem przywykłem do myślenia 'my versus choronzon', pobłażliwego spoglądania na ningenów, do walki z myślami, którymi bywałem zalewany w obliczu ich głupoty.


chwila skupienia.

zniszcz

przestań
zmiażdż

przekrocz
skup się
zjednocz się

KURWA


bądź ponad
bądź ponad




Tak. Tylko właściwie co to oznacza?


Inteligentne jednostki aspołeczne, zmuszane do pracy wśród motłochu wiedzą o co mi chodzi.

hm.

Jeśli chodzi o wnioski, to zrozumiałem jaka jest najpotężniejsza technika okultystyczna jaką poznałem.

Otóż był nią sam okultyzm, który jakby automatycznie wokół swego adepta roztacza zasłonę, przez którą nie przedostaje się pierdolenie pustych szmat, która pozwalała mi oddzielić się od ignorancji i głupoty, umożliwiała rozwój moich osobistych umiejętności...

Tyle tylko, że tej zasłony już nie ma.

Ponieważ Dysocjacja.

Dysocjacja, która (co niniejszym stwierdzam) dała mi Chuj.

Tabionowi też, czyż nie?

No ale mówiąc frywolnie, zawsze miło się rozpuścić we wszechświecie, a także na niego spuścić, czasem.



W każdym razie dobiegła końca minuta moich mrocznych myśli, zakończę tutaj tą notkę, gdyż i tak chuj.


I wracam do 4k idiomów i słów, które czekają, aż je zapamiętam. Jakże ja nienawidzę studiów.

n





Sunday, January 3, 2010

kontemplacja nr kolejny

Mignęła cyferka w kalendarzu, 09 zmieniło się w 10.

Minął rok stabilizacji. Rozpoczął się tutaj, w Nysie i tutaj też się zakończył.

Rok upadku. Mniejsza wiedza, niższa ranga, mniej doświadczeń... mniej "wartościowych" doświadczeń.

Z drugiej strony, jakże ten rok różnił się od poprzednich! Zniknęło szaleństwo 273, zastąpiło je kołopały 118... Jako swego rodzaju obrona przed nudą projektowaną przez szarych dookoła.

Co do szarych, to uwydatniły się ludzkie cechy, na bogów, dlaczego nie mam mistrza? :D

Pomimo wszystko zdołałem naostrzyć nieco swój umysł. Zdołałem wprowadzić wyraźną granicę między obserwatorem a ningenem tu wewnątrz. Rzekłbym, wykluł się kolejny głos w mojej głowie, który reaguje odmiennie niż Kuba i jego ciało. Chyba mądrzej, ale świat nie jest mądry, więc niech wystarczy, że my wiemy. Ophiel to my. A Kuba niech płynie dalej, jest wystarczająco charyzmatyczny, aby osiągnąć sukces.

Dlaczego piszę o tym tutaj??

Potrzebna mi podróż.

Podobna do eksploracji aethyrów, kiedy 273 dryfując na łódce po jeziorze, pół godziny medytacji zmieniał w tygodniowe podróże po astralnych krainach Pana.

Czuję się na to za stary ha ha ha, tylko, że to niczego nie zmienia.

I sprowadza się do niczego i tak naprawdę niewiele oznacza, ale lubię czasem przeprowadzić analizę porównawczą swoich osobowości.

Wraz z rokiem 2009 odeszły nic nie warte pseudomagiczne i psychologiczne eksperymenty na ningenach.

Niech ludźmi interesują się socjolodzy, psycholodzy i lekarze, mnie chuj ta ludzkość obchodzi właściwie.

Pozostanie natomiast zajebisty system turbomedytacji, czyli krótkich sesji medytacyjnych w różnych miejscach i o różnych porach (połóż się wieczorem na pięć minut na śniegu, spójrz w niebo, zamknij oczy i weź głęboki oddech, zrozumiesz o co chodzi)

Pozostanie Hitomi, nie dająca mi polecieć za wysoko... Cóż, jak to mówią "nie pytaj czy ma ktoś sprzedać kwasa, kwas sam do ciebie przyjdzie jak będziesz gotowy". Zaczekamy więc.

I zakończymy na tym.

Nie chciałem pisać takiej notki, zbyt wiele podobnych przemyśleń trafia gdzieś tam do vaulta mojej podświadomości...

Niemniej, w 2010 wszystkim pojebanym czytelnikom... życzę efektów.

Chaos