Monday, June 21, 2010

turbomedytacja z otz chiim

Po burzy wracamy do nakurwiania

Dzisiaj zaprezentuję wam jedną z praktyk, którą wymyśliłem dnia wczorajszego i która okazała się nader zacna, co stwierdziłem po kilkukrotnym jej zastosowaniu.

ad rem

Siadamy w wygodnej asanie (siadamy, nie próbowałem tej techniki w pozycji leżącej, aczkolwiek nie wiem czy miałoby to sens), relaksujemy się i odprężamy umysł, aż wizualizację będą wyraźne.

Wizualizujemy drzewo życia.


Wstępujemy na sefirę Malkuth i wykonujemy 10 dość głębokich oddechów, zwiększając jednocześnie jasność owej sefiry.
Następnie przechodzimy do sefiry Yesod i wykonujemy 9 oddechów, jak wcześniej zwiększając jasność wizualizacji. W tym momencie powinniśmy dostąpić hiperwentylacji, co bardzo sprzyja odmianie stanu świadomości.
Następną sefirą jest Hod (8 oddechów) i Nezah (7 oddechów). Oszołomienie spowodowane hiperwentylacją powinno zanikać, wizualizacja stanie się wyraźniejsza a umysł spokojny.

Z Nezah przechodzimy do Hesed (4 oddechy), stamtąd od Gevurah (5 oddechów) i na końcu do Tiferet (6 oddechów).

Ostatni oddech Tiferet musi być bardzo głęboki aby wszystkie dotychczas "aktywowane" sefiry rozświetliły się mocnym światłem, a podczas wypuszczania powietrza pojawiła się prosta ścieżka światła i ujawniły się trzy dodatkowe sefiry. 

Ignorując Daat (albowiem wyjebane), przechodzimy do Binah, bierzemy trzy głębokie oddechy, stamtąd do Hokmah (2 oddechy) i kończymy w Kether biorąc jeden bardzo głęboki oddech i spajając światło drzewa życia w jednym punkcie naszej świadomości.

Ścieżkami manipulujcie, ja przedstawiłem tą, która bardzo mi pasuje, aczkolwiek wszystkie permutacje są jak najbardziej na miejscu, dopóki działają. Do oddechów możecie dodawać jakąkolwiek manifestację znaczenia sefiry, czyńcie z techniką co tylko wam wasz chory umysł podpowie, ja i tak nie biorę odpowiedzialności za to co ze sobą robicie.

Póki co to na tyle, ćwiczenie jest w miarę proste, przyjemnego.

bless

No comments: