Tuesday, February 15, 2011

in and out


ostatnio mało ciekawie było na vortexie. same lyricsy w sensie. istotne, może. oddające coś, w sumie.

coś. dziś nie będzie piosenki w każdym razie, chociaż jeszcze nie mam pomysłu na notkę. piszę więc po jednym wersie, odchodzę od komputera, palę papieros, sprzątam,

siadam do komputera, piszę wers. a zatem znowu jak to ktoś nazwał "mroczne przemyślenia" xD

słucham vnm'a. dobry rap lubi moje ucho. albo odwrotnie. nie ma co udawać, że tak nie jest.

niedoceniany dobry rap. tak bardzo nie pasujący do wizerunku 'intelygenta', 'elyty', ekscentrycznego okultysty. lol.

ziomy jadą do Opola, ujebać się, potańczyć, pogadać, pośmiać, ujebać jeszcze raz i wyjechać. życie.

księżniczka gada o myciu okien z jakimś ziomem z budowy. pijana nieco, życie ech.

potem pójdzie pracować jako sprzątaczka i zarobi więcej niż ja na tych jebanych tłumaczeniach. życie.

jakieś śmieszne priorytety, jakieś śmieszne "taki/taka jestem", jakiś śmieszny facebook i seriale o niczym.

niczym życie, o niczym. a jak o czymś, to z ciągłym uczuciem niczego.

dziwnie sobie umeblowałem to szamańskie schronienie zwane życiem. przypomina czasem sen schizofrenika. albo jakby należało do kilkunastu różnych ludzi.

"u szczytu czeka na mnie korona, wszystko co przeżyłem na dole to szkoła."

gdy byłem święty, szybko mnie tego pozbawiono i sprofanowano. gdy byłem wielki, okazało się, że nie byłem, że to tylko technika. gdy miałem wytyczoną ścieżkę, okazało się, że to nie ścieżka.

deja vu.

niemniej nakurwiam. trochę. grunt, że jest grunt. grunt, że nogami stoję na ziemi, a za oczy mam gwiazdy.

dobrze, że mocy mam więcej niż inni i przyjaciół wpływowych. szkoda, że placówki edukacyjne zniszczyły mój geniusz, ale to było nieuniknione.

czekam więc tylko na lepszy system.

a póki co wiem, że ayahuasca mnie wyleczy z takich dziwnych podróży.

1 comment:

Gaia said...

Lyricsy czy tam piosenki są czasem bardziej wymowne.

Ale fajnie zobaczyć i przeczytać znowu coś więcej ;]