Tuesday, June 7, 2011

K2

K2

Wiem, że spełnię ten sen.
Idę.
U podnóża góry ten jebany szczyt widzę
Od mrozu go pokryła ta biel, ale widzę ten cel, jak Wilhelm Tell.

Chwila zadumy, milknę w niej.

Taki film mam,
kiedy lawina spadnie na stok, może zginę bo zniknę w niej.

Wejdę tam.
Do pewnego dnia będę żył wiecznie, więc pieprze to że przedsięwzięcie jest niebezpieczne.
Ośnieżone skały mijam i poluzowała się lina mi,
ale chuja w to wbijam i idę dalej, mimo, że w oczy tu strach mi patrzy
Znam to uczucie, bo jest ludzkie, jestem taki jak Ty!

Wchodzę na teren lodem i złem skuty,
Zepsute mam podeszwy, wchodzi mi śnieg w buty.
Nagle melodia góry zagrała mi złe nuty, to niemożliwe jak 31-szy dzień w lutym!
Ale prawdziwe, bo leci lawina ta, obawiałem się tego blednie mi mina,

Ja nie mogę zginąć choć straszna jest siła ta,
ja i moja odwaga, dziwko Ty nie zatrzymasz nas!

Lecą zwały śniegu, ile sił mam w nogach
do szczeliny w skale, tam się przed nimi schowam.
Góra myślała, że upadnę i prysnę, ale
to co nas różni to jest to, że ja naprawdę myślę.

Szczelina schronienie mi daję,
kiedy umilkły huki pewnie na skale staję, trzeba iść dalej.

Słońce wzeszło wnet, blask odsłania szczyt i jego piękno,
Teraz jeszcze bardziej wiem, że chce to mieć.

(O tak długiej wyprawie nawet tu nie śniłem,
gdy wrócę przyjaciele spytają mnie - gdzie byłeś?)

Na drodze mam jaskinie pewnie wchodzę w nią
Nie mam pochodni,
ale smak sukcesu rozgrzał moją krew i polał ogniem ją. 
Po ciemku idę, z lodu słupy kolą, ale gdy dotykam ich lodowate kolumny płoną.

W końcu wychodzę, czuję przestrzeń, lodowate powietrze jest rześkie,
zostało parę kroków w górę jeszcze.
Na dole zostawiłem wszystko to jest fakt:
rodzinę, miasto i ten jebany hajs.

Ale teraz nie obchodzi mnie on, ej, w ogóle tu mnie,
jestem na górze na szlaku, po czek pójdę później.

Palce mi zamarzły, zesztywniał cały kark mi,
nie martwi mnie, że do krwi zdarte całe barki, bo
szczytu mnie korona woła,
wszystko co przeżyłem na dole, to szkoła życia, to jest nowa szkoła,

Stawiam nogi na K2, w dole majaczą coś małe widma,
rozkładam ręce, jakbym rozpościerał białe skrzydła...

I nie czuje już trudu tych kilometrów,
Jest następnym najlepszym, który wszedł tu.

vnm - k2 

No comments: