Wednesday, August 1, 2012

odbij.





Pod wrażeniem.




Życie zawsze chciało więcej ode mnie, niż ja od niego
i to ono uczyniło mnie tym, czym jestem
i wiesz, że prędzej zdechnę niż zadowolę się niczym i odepchnę krzyż.
Jestem ofiarą, która sama siebie składa w rymach,
szukam koryta, w którym osiądzie flow.
Mojego życia potok wciąż się potyka, nieustannie piersią wycierając dno.

Nigdy nie wiedziałem co jest poezją, próbuję tylko wytłumaczyć parę spraw.
Wiem, że ból ma więcej imion niż jedno i musisz go oswoić, kiedy zostajesz sam.
Pieprzyć tępy pochód dni do nikąd, nigdy nie uwierzę, że jest sens w tym.
Każdy z nas jest takim samym banitą, niektórzy tylko padli i już się nie podnieśli.

Nienawidzę ludzi za każde kłamstwo, które musiałem połknąć, żeby teraz nim rzygać,
ale moje zimne oczy nie gasną i wszystko, wszystko, dopiero się zaczyna.
Nauczyłem się wiele, lecz nie od nich, głos umiera - filozof Seneka
Tak naprawdę mój jest tylko chodnik, na którym moja stopa miejsca nie zagrzewa.

Jestem zgodny z czasem, nie miejscem - każda sekunda znajduje mnie gdzie indziej
Ramiona otwarte ma tylko przestrzeń i tylko jej krańce czekają aż przyjdę
Gonię, a wszystko, co minione w momencie wyboru zasklepia się jak blizna
Przeszłość jest mostem, który płonie. Przyszłość to wolność świadoma - banicja

Mimo, że to tylko rzep na ogonie to
Dopóki nie wypluję płuc – gonię go
Wiem, że nie chce mnie świat, go nie do-tyczy
To, co tylko dla mnie jest wszystkim
Lecz moje myśli jedynie wciąż do niej rwą
W niej zbiega się mój szczyt i moje dno
A jedyny mój możliwy koniec
To gdy własny ogon zaknebluje mi pysk i...

(przestanę wyć i uciekać... przed tym głosem, który gna mnie na... krawędź..., za którą nie ma już... nic...)

Wiem, gdzie jest zapisany mój los, wykwitły z bólu o marzeniach dziecka
I ciągle stamtąd dobiega mój głos pełen prostego pragnienia szczęścia
Wciąż chcę pokonać niemoc wobec świata, który łamie mi palce
Jego bezinteresowną przemoc, która uczyniła mnie kaleką na starcie
Nawet sobie mogę powiedzieć: "Nie znasz mnie", wciąż tkwi kij w szprychach mojego życia
Tamto dziecko dzisiaj znowu nie zaśnie, z twarzą w poduszce próbując oddychać
Ile to już lat wciąż to samo stanowi moją siłę i największą słabość
Brutalnie walcząc rozrywa tożsamość i cokolwiek zrobię to zawsze za mało

Mimo, że to tylko rzep na ogonie to
Dopóki nie wypluję płuc – gonię go
Wiem, że nie chce mnie świat, go nie do-tyczy
To, co tylko dla mnie jest wszystkim
Lecz moje myśli jedynie wciąż do niej rwą
W niej zbiega się mój szczyt i moje dno
Żeby móc być sobą zakląłem krąg samotności - banicję.


1 comment:

said...

The flashlight sounds blue and white, u know?
And it reminds me the time when there was no sound.

The candle holds part of the mystery as well;
It gives the light too, but can also burn you like hell.


These two are like the Darkness' tale of Love and Numbers
And it's the Ghost which connects them in(or/&in2) the Lightness.


///
With Lots of *, the extraction from Binah from the T(h)reeS(7)ock of Cry and Scream;

To my nii-san,
Brother of Signature.